Dzisiejszy artykuł będzie różnił się od poprzednich nie tyle treścią ile jej przekazem. Do tej pory udzielałam porad i udostępniałam ćwiczenia. Dzisiaj nie chcę doradzać. Dla odmiany, chcę przekazać, jakie poczyniłam kroki, by stać się lepszą wersją mnie samej. Jeśli uznasz te rzeczy za wartościowe, zawsze możesz wdrożyć je w swoje życie i sprawiać, że świat stanie się lepszy i Bóg poczuje się radośniejszy widząc jak Jego dzieci przynoszą niebo na ziemię.

Tak więc zaczynamy.

Jak i kiedy postanowiłam zmienić swoje życie i przemienić się z poczwarki w motyla. Z chwilą, gdy poznałam żywego Boga i zaczęłam doświadczać Jego ponadnaturalnej miłości, stwierdziłam, że prowadząc życie w niewoli złości, buntu, nienawiści, braku przebaczenia, narzekania, oceniania innych, oskarżania, obwiniania, itd. nie będę w stanie przemieniać się na Jego obraz i podobieństwo. „Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo” 1 Rdz 1,26. Tak więc stało się. Na początku powstała myśl „chcę być lepsza, wartościowsza”. Następnie zostały wypowiedziane słowa „będę lepsza” i słowo ciałem się stało. Zaczęłam być lepsza i wnosić w życie innych ludzi miłość, pokój, pomocną dłoń, odwagę, radość, motywację, itd.

Oto jakie czynności wykonuję i czego uczę innych poprzez swoje działania.

  1. Przebaczam i przepraszam. „Panie ile razy mam wybaczać mojemu bratu, jeśli zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż do siedmiu razy? Jezus odpowiedział: Mówię ci, że nie aż do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy siedem” Mt 18.21-22. Czy 490 razy w ciągu dnia jesteśmy w stanie komuś wybaczyć? Tak, to nieustanna próba kształtowania naszego serca. Nie noszę urazy, nie dąsam się, nie gniewam za przykre słowa, które niektórzy kierują do mnie. Nie oceniam i nie oddaję złem za zło tym, którzy przeciwko mnie występują. Przeciwnie. Przebaczam i uczę innych przebaczania. Dzięki temu żyje mi się łatwiej i unikam kłótni. Zamiast grymasu i kapryśnej miny niosę uśmiech i promienie słońca. Zrozumiałam, że przebaczenie dotyczy osobiście mojej osoby a nie tej, której mam coś do zarzucenia. Jak zrozumie się istotę i sens przebaczania, łatwiej jest nam z tym bólem się zmierzyć.
  2. Dokarmiam. „Byłem głodny, a daliście Mi jeść…” Mt 25,35. Przechodząc ulicami miast, w parkach, na dworcach znajdziesz tak wiele osób głodujących, mizernych, potrzebujących. Ludzi, którzy o posiłek walczą każdego dnia. Ludzi, dla których dzień nie zaczyna i nie kończy się nad zastanawianiem „ile wydam i na co wydam, a czemu tak mało zarabiam”. Dla tych ludzi zaczyna się i kończy nad rozważaniem „czy dzisiaj coś zjem”. Przemienione serce podpowie Ci, że w takich chwilach błędem jest zastanawianie się czy dać coś, czy przejść obojętnie. Dlatego, wchodzę do sklepu, robię zakupy i wręczam siatkę z prowiantem tej osobie. Pamiętam słowa Jezusa „byłem głodny a daliście Mi jeść, byłem spragniony a daliście Mi pić”. Wspierając potrzebującego, biednego oddajemy Jezusowi cześć i uznanie za to, co On zrobił dla Ciebie na krzyżu.
  3. Ubieram. „Byłem nagi, a ubraliście Mnie…” Mt 25,36. Co robisz z ubraniami? Wyrzucasz do kosza, do konteneru? Rozglądam się dokoła i widzę ile osób nie ma w co się ubrać, chodzi cały czas w tych samych ubraniach. Ile osób żyje w biedzie i nie ma środków na zakup nowej odzieży. Zbieram po córce, swoje i innych członkach rodziny. Daję tam, gdzie w danym momencie jest taka potrzeba.
  4. Niosę dobre słowo. „Śmierć i życie są w mocy języka. Kto umie się nim posługiwać, korzysta z jego owocu” Przyp. Sal. 18:21. Gdzie się nie ruszę, słyszę przekleństwa, obelgi, delikatne słowa „ty debilu, baranie, kretynie, idiotko, palancie” „jesteś do niczego”, są jeszcze gorsze, które w tym artykule pominę, ale każdy z nas dobrze je zna i nie raz wymknęło mu się niechcący z ust 😊 ostatnio jeden z moich znajomych napisał mi na Messengerze „ty idiotko …” po czym szybko wykasował wiadomość 😊 Niestety, ale z lekkością i łatwością przychodzi nam wypowiadać słowa przykre, oczerniające, obrażające innych niż miłe, przyjemne, chwalebne, tj. „jak ładnie wyglądasz”, „jesteś taka delikatna”, „bardzo dobrze czuję się w twoim towarzystwie”, „jesteś bardzo cenną i ważną osobą”, itd. Z chwilą, gdy odkryłam prawdę znaczenia słów „śmierć i życie są w mocy języka” uświadomiłam sobie, że mówiąc do bliskiej mi osoby „jesteś głupia”, „do niczego się nie nadajesz” nadaję kierunek jej życia. Przyczyniam się do jej upadku i degradacji. Staję się współwinna jej złego samopoczucia, w skrajnych przypadkach samobójstwa. Dokładnie to miał na myśli Salomon pisząc „śmierć jest w mocy języka”. I dla zachęty dodał „i życie jest w mocy języka”, czyli wypowiadając się zawsze w sposób delikatny, z szacunkiem do drugiej osoby używając samych pozytywnych słów, wytwarzam w jej umyśle pozytywne wizje jej samej i przyszłości. Szczególnie z chwilą, gdy rozmawiam z córką. Zawsze powtarzam jej, że jest zdolna, zaradna, inteligentna. Zwyczajnie zamieniłam Słowa negatywne na pozytywne dzięki czemu ja i mój rozmówca czujemy się ze sobą bardzo dobrze. „Niech z waszych ust nie wychodzi żadne zepsute słowo. Mówcie o tym, co dobre dla zbudowania w potrzebie, tak by na słuchających mogła spływać łaska” Efezjan 4,29.
  5. Opatruję rany. „Posłał mnie, abym opatrzył tych, których serca są złamane” Iz 61,1. Nie potrafię przejść obojętnie, obok osoby, która jest smutna, zrozpaczona, załamana. Skąd o tym wiem? Złamane serce maluje na ludzkiej twarzy obrazy bólu i rozpaczy. Czasami nie musimy nic mówić, aby inni zauważyli, że coś nam dolega. Może i momentami postrzegana jestem jako szalona, zwariowana kobieta, ale gdy widzę bądź słyszę złamane serca, biegnę na ratunek. Pocieszam dobrym słowem, czasami uściskiem dłoni, przytulaniem, innym razem poświęceniem swego czasu w wysłuchanie tzw. gorzkich żali. Nie wszyscy lubią słuchać ale uwielbiają mówić. Więc, gdy trzeba zamieniam się w słuch i w ten sposób przyczyniam się do uzdrowienia złamanego serca.
  6. Pocieszam. „Abym pocieszał wszystkich zasmuconych” Iz 61,2. Ta czynność jest moją codziennym nawykiem, moją pracą i ogromną przyjemnością. Jeśli kiedyś poczujesz się odrzucony, będzie Ci smutno z jakiegoś powodu – napisz do mnie, a doznasz pocieszenia😊
  7. Rozweselam. „Dał im olejek radości zamiast żałobnej szaty i pieśń pochwalną zamiast ducha zwątpienia” Iz 61,3. Najtrudniej przetrwać chwile, w których tracimy bliskie osoby, kiedy wydaje się nam, że już gorzej być nie może, że świat zawalił się nam na głowę. Życie traci sens. W tym momencie słowa „wszystko będzie dobrze” tracą blask i znaczenie. Ten trudny moment wymaga delikatności i uświadomienia załamaną osobę o wartościach jakie są za nią, jakie przed nią i jak wiele dobrego może jeszcze wnieść w życie innych ludzi. To jest najtrudniejszy i zarazem najwspanialszy czas, gdy mogę usługiwać bliźniemu zamieniając jego płacz w radość i zwątpienie w taniec.
  8. Żyję w prawdzie. „Mówcie prawdę – każdy swemu bliźniemu, kierujcie się w sądach prawdą i prawem pokoju, niech nikt z was nie działa na szkodę swoich bliźnich ani z lubością nie poświadcza nieprawdy, tego wszystkiego bowiem nienawidzę – oświadcza Pan” Za 8,16-17. Na zaufanie trzeba zasłużyć. Zasłużyć możemy tylko wtedy, gdy jesteśmy uczciwy i prawdomówni. Nawet jeśli mam do przekazania przykrą informację, czy zobowiązana jestem kogoś upomnieć czynię to w prawdzie i z łagodnością. Nigdy nie zamiatam pod dywan, nie owijam w bawełnę i nie oszukuję. Mówię prawdę i dzięki temu pracuję na zaufanie i szacunek.
  9. Pomagam. „A król natomiast odpowie: Zapewniam was, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, uczyniliście Mnie” Mt 25,40. Pomagać można na wiele sposobów. Jeśli widzę starszą osobę niosącą siatki z zakupami, zatrzymuję się i pytam, czy mogę pomóc. Takie zachowanie jest przyjmowane ze zdziwieniem, zmieszaniem ale i pozytywną reakcją. Jedni odmawiają, twierdząc, że sobie poradzą, inni bardzo chętnie przyjmują pomoc dziękując i ciesząc się daną chwilą.
  10. Hojnie wspieram. „Dawajcie, a będzie wam dane, wtedy porcję dobrą, ugniecioną, ubitą i z naddatkiem wsypią w wasze zanadrze, bo jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą” Łk 6,38. Dać, nie dać? O to jest pytanie. Jeśli dać, to gdzie i komu. Ile i dlaczego aż tyle. Dzisiaj nie zadaję sobie już takich pytań. Świadomie podejmuję decyzję, gdzie, kiedy i kogo mogę wesprzeć. Staram się wspierać tych, którzy naprawdę pomocy finansowej potrzebują. Po prostu czuję w sercu, kogo powinnam w danym czasie wesprzeć, czy przez fundacje, kościół, czy osobiście do ręki. Bywały momenty, że oddawałam wszystko co miałam i zaczynałam od początku. Niczego nie żałuję. I niczego mi nie brakuje.

Dodaj w komentarzu kolejny punkt Twojej wersji siebie. Co robisz, ile dajesz, by wnieść do życia odrobinę nieba, o którego modlimy się słowami „… tak jak w niebie, tak i na ziemi”. Im więcej ludzi niosących radość, pokój i miłość tym więcej serdeczności, współpracy i owoców.

Pozdrawiam i życzę błogosławionego tygodnia😊