Różnica między różnorodnością czyli otwartością a włączeniem jest taka, że różnorodność jest zaproszona na przyjęcie ale nie włączona do wspólnego tańca

Wchodzisz na parkiet i czujesz jak rytm muzyki porywa Cię w pewną podróż. Twoje nogi prowadzą Cię raz w lewo raz w prawo. Ciało unosi się i opada. Przez kilka minut jesteś poza zasięgiem rzeczywistości. To jest moment, w którym czujesz się uskrzydlony i rozanielony. Jesteś tylko Ty, muzyka i partner. I tutaj STOP!

Na chwilę się zatrzymujemy. Musimy przyjrzeć się partnerowi. Gdyby nie on, czy wirowałbyś na tym parkiecie sam? Czy czułbyś się komfortowo? Jak już odpowiedziałeś sobie na te pytania. Podróżujmy dalej. Kogo najchętniej wybierasz do tańca? Jakimi kryteriami mierzysz partnera? Co musi umieć? Tańczyć chachę, czy może walca angielskiego? A może wystarczy, że czuje rytm i niczego więcej od niego nie oczekujesz? Czy zanim poprosisz go do tańca, obserwujesz go przez kilka minut? Czy ryzykujesz i podchodzisz, bo widzisz, że ładnie się uśmiecha? Powróćmy na parkiet. Tańczysz a partner daje się prowadzić. Jesteś szczęśliwy, czujesz, że masz moc, władzę a partner tańczy tak jak Ty nadasz temu tańcu rytm. Czas szybko mija, jesteście wciąż razem. Partner nadal jest pełen sił i witalności czego niestety nie można powiedzieć o Tobie. Zaczynają Ci się plątać nogi, czujesz zmęczenie, kręci Ci się w głowie. Ale jest ratunek. Muzyka zmienia rytm. Partner przejmuje inicjatywę. Próbuje Cię prowadzić. Poddajesz się. Ale nie partnerowi. Poddajesz się słabości, bezsilności. Schodzisz z parkietu. Uważasz, że lepiej się wycofać niż być prowadzonym przez kogoś, kto przez chwilę był Tobie poddany.

Zabieram Cię teraz w kolejną podróż. Miej jednak z tyłu głowy, że wszystko, co tutaj przeczytasz ma jeden cel i jeden sens. To wszystko się ze sobą łączy. Kiedy to zrozumiesz, zatańczysz nowy taniec a partnera sobie dopasujesz …

Przenosimy się do małżeństwa. Kiedy jesteś sam, czujesz, że czegoś Ci brakuje. Czegoś, czyli partnera do pomocy, do wspólnych rozmów, spacerów, do dzielenia się sobą i tym, co masz najlepszego. Do brania tego, co partner ma najlepszego. Aby ta droga nie była taka prosta, połóżmy na niej kilka kamieni, wykopmy kilka rowów i kilkakrotnie poskręcajmy ją. Jak wybierałeś partnerkę zanim zaprosiłeś ją do tańca zwanym małżeństwem? Sprawdziłeś, czy umie gotować? Spędziłeś kilka godzin z jej rodziną, by uświadomić sobie, w jakie środowisko wchodzisz? Dowiedziałeś się, co jest jej największym pragnieniem? Co musiała umieć, by zasłużyć na kogoś takiego jak Ty? Jaka musiała być, by móc przestąpić w Twoje progi? Jak długo trwały Twoje rozeznania? Dobrze przemyślałeś? Wierzyłeś, że dobrą decyzję podejmujesz? Wierzyłeś w słowa „na dobre i na złe”? Mija rok. Czujesz się szczęśliwy. Rodzina się powiększyła. Witasz na świecie nowe życie, cząstkę siebie samego. Tańczysz kolejny taniec. Już nie we dwoje. Tańczycie we troje. Jesteś dumny i masz okazję po raz kolejny się wykazać. Masz władzę. Dajesz siebie żonie i dziecku. Mija kilka kolejnych lat. Znowu tańczysz taniec. Witasz się z kolejnym partnerem. Jest Was już czworo. Znowu dajesz, znowu prowadzisz. Jesteś górą. Mija kilka kolejnych lat a Ty czujesz zmęczenie. Poddajesz się. Odchodzisz. Nie masz sił, by dalej prowadzić. Nie masz sił, by się poprowadzić. Uznajesz, że ucieczka rozwiąże problem. Uciekasz w … albo do … zostaje tylko cicha muzyka i pusty parkiet. Kilka łez, nieprzespane noce, żal, ból i wysychający potok, bo nikt go nie napełnia.

To nie wszystko. Masz coś jeszcze. Biznes, firmę, swoje „dziecko”. Masz władzę. Masz siłę. Masz partnera. Nie jednego. Dobierasz następnych. Na co patrzysz dobierając kolejnego partnera? Na CV? Z polecenia? Może robisz mu testy osobowościowe? Dobierasz, bo jest z charakteru podobny do Ciebie. Początki przypominają cudowne małżeństwo, gdzie jest tylko „na dobre”. Dobrze się dogadujecie, dobrze się porozumiewacie między sobą. On posłuszny, Ty prowadzisz. On poddany, Ty prowadzący. On nie przyjmuje odpowiedzialności, ponieważ jest tylko tym drugim partnerem. Cały ciężar spoczywa na Tobie. A Tobie z tym dobrze. Jak podczas miesiąca miodowego. Niestety po kilku miesiącach miodowych, przychodzą miesiące suchoty. Miód się skończył i rozpoczął się gorzki smak spijanej kawy. Jeśli wiesz jak smakuje gorzka kawa a lubisz pić słodzoną, to rozumiesz co chcę przez te słowa wyrazić. Tracisz smak, tracisz ochotę na picie tej kawy. Herbaty nie lubisz, dlatego pozostaje Ci łyk zimnej wody. Całe szczęście wody nam nie zabraknie. Nie trzeba jej dosalać, dosładzać. Sama w sobie spełnia swoje właściwości. Właściwości, których nam teraz potrzeba. Do orzeźwienia. Zrozumienia i zaakceptowania pewnych zasad i wartości. Jeśli uchwycisz te wartości i przyswoisz je jako swoje. Twoje życie nabierze inny kierunek. Nie stracisz smaku. Nie zejdziesz poddany z parkietu. Nie odejdziesz, kiedy pojawi się „na złe”. Nie potępisz, nie opuścisz, nie poddasz się. Nie załamiesz. Znajdziesz siłę do walki. Nauczysz się oddawać czasami ster.

Jesteśmy w połowie naszej podróży. Mam nadzieję, że dostrzegłeś wspólny mianownik tej historii. Taniec, małżeństwo i firma. Niczym nie powiązane ze sobą instrumenty a jednak tak wiele nas uczą.

Wiesz dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ chcę Ci pomóc. Jeśli znajdujesz się w miejscu, w którym czujesz, że chcesz coś zmienić. Widzisz, że Twoje małżeństwo się rozpada a firma tonie w długach i brakuje Ci już pomysłów i sił na wyjście z tych kłopotów. To jest ktoś, kto doświadczył tego samego, czego doświadczasz teraz Ty sam. Przeszedł to i rozpoczął nowe lepsze życie. Na nowych wartościach, z nowymi świeżymi pomysłami. Z nową lepszą siłą.

Poznaj mnie lepiej. Nazywam się Sylwia. Jestem mamą nastoletniej córki. Żoną przedsiębiorcy, który od ponad 23 lat prowadzi biznes. Jestem terapeutką, która pomaga małżeństwom odnowić to, co wydaje się zniszczone i utracone. Ponieważ jestem w drugim związku, wiem bardzo dobrze, co to znaczy odejść i budować coś na nowo ze starym, nieprzemienionym charakterem i starymi niezmienionymi sposobami. Nie ma znaczenia w ile związków wejdziesz. Jeśli nie zaczniesz zmiany od siebie, każdy związek się rozpadnie. Pomagam przedsiębiorcom spojrzeć z innej perspektywy na prowadzenie biznesu. Nie ma znaczenia ilu ludzi zatrudnisz, nie ma znaczenia ilu weźmiesz partnerów do firmy. Jeśli nie zaczniesz od siebie. Nie rozpoznasz w sobie wartości. Nie określisz jaką kulturę wyznajesz. Po co prowadzisz firmę. Zawsze będziesz narzekał. Ciągle będziesz w długach. I nic się nie zmieni. Dopóki nie zmienisz się Ty sam.

Pomagam przede wszystkim każdej osobie, w Tym mogę pomóc również Tobie pokochać siebie, po to, aby móc kochać innych ludzi. Kiedy nauczysz się w prawdzie kochać siebie i ludzi, Twoje małżeństwo i firma odzyska witalność. Dlatego mogę być dzisiaj Twoim lekarstwem o ile zdecydujesz, że chcesz ze mną przejść tę trudną i wyboistą drogę.

Zapomniałam dodać, że kocham tańczyć. Nawet jako kobieta czasami lubię prowadzić.

Rozpoczynamy drugą część naszej podróży.

Może nie spodoba Ci się moje porównanie firmy do małżeństwa. Ale kiedy przyjrzysz się bliżej tym instytucjom, stwierdzisz, że wiele ich łączy. Tym wspólnym mianownikiem jesteś Ty sam. Dlatego teraz przyjrzyjmy się Tobie. Jesteś mężem, przedsiębiorcą, ojcem i tancerzem. Nawet jeśli nie potrafisz tańczyć, to zawsze znajdzie się ktoś lub coś, co Cię do tańca zaprosi. To jak odtańczysz swój taniec zależy od wielu czynników:

Twojej kondycji, umiejętności, świadomości, wyznawanych wartości, kultury i wielu innych elementów.

Jesteś tylko i aż człowiekiem. Wychowany z pewnymi narzuconymi wartościami. Wyuczony pewnych umiejętności. Z nabytymi kompetencjami i wieloletnimi doświadczeniami. Wydaje Ci się, że to, co robisz jest dobre. A jeśli w tym momencie nie jest, to sprawisz, że stanie się dobre. Wybierając partnerkę na żonę zakładasz, że dobrze wybrałeś i że teraz będziecie razem na dobre i na złe. Zadbacie o powiększenie rodziny i razem przejdziecie przez życie. Decydując się na założenie firmy dobierasz sobie partnerów, pracowników i zakładasz, że razem rozwiniecie firmę i będziecie się rozrastać. Piękne porównanie. Zgodzisz się ze mną?

Przypomnij sobie jak to było, kiedy byłeś samotny i poszukiwałeś bratniej duszy o przeciwnej płci. Sięgnij pamięcią wstecz i odpowiedz przed sobą na pytania. Co takiego podobało mi się w mojej żonie? Jakie sytuacje, czy elementy zaważyły, że zdecydowałem się z nią ożenić? Co mi się w niej najbardziej podobało? Czego ona nie znosiła? Co kochała robić? Co najczęściej razem robiliśmy? Gdzie lubiliśmy wspólnie chodzić, robić? Kiedy się śmiała? Jak ona się śmiała, to czułem, że …? Co potrafiła robić najlepiej? Jak się teraz czujesz? Jakie emocje Ci towarzyszyły podczas wspomnień? Myślisz, że Twoja żona się zmieniła i już nie ma w niej tych samych cech, które towarzyszyły jej kiedyś? Myślisz, że jej zmiana nastąpiła z powodu przybyłych lat? Co myślisz o swojej żonie?

Wybacz za tak dużo pytań. Ale na ten moment te pytania muszą się pojawić.

Kolejna seria pytań odnosi się do chwili obecnej.

  1. Co zrobiłeś dzisiaj dla swojej żony?
  2. Ile czasu poświęciłeś jej w dniu dzisiejszym? Jeśli czytasz ten artykuł rano, to przenieś się do dnia wczorajszego i odpowiedz na pytanie.
  3. Czy jest coś, co poświęciłeś swojej żonie kosztem własnych potrzeb?
  4. Czy jest coś, co robi dobrze Twoja żona? Co to jest?
  5. Jakbyś miał powiedzieć za co kochasz swoją żonę. Co byś odpowiedział?
  6. Jakie ma zainteresowania Twoja żona?
  7. Jakie dostrzegasz różnice między wami? Czy te różnice was dzielą czy łączą?
  8. Co było największym powodem, że się z nią ożeniłeś? Czy to, coś zniknęło?
  9. Kiedy ostatni raz wziąłeś żonę na ręce i poczułeś jej prawdziwy zapach?

Wiesz, że różnice są po to, aby w idealny sposób łączyć małżonków a nie ich dzielić? Kiedy sama zaczęłam szukać wspólnych łączników naszych różnic (moich i męża) odkryłam, że idealnie do siebie pasujemy. To czego on nie zrobi szybko, ja wykonam w mig. To, co ja chcę za szybko zrobić, on najpierw przemyśli i przeanalizuje. Jeśli stwierdzi, że warto, ja wkraczam do akcji i podejmuję działania. Mój mąż jest analityczny i ostrożny. Mózg ścisły. Kalkuluje, oblicza, przelicza, ja tworzę, kreuję, planuję, określam cele i działania. Kiedy mój mąż zapomina, ja mam wszystko zapisane i mu przypominam o najważniejszych rzeczach. Kiedy mąż nie kończy pewnych zadań, ponieważ nakłada na siebie kolejne, ja biorę nieskończone i je dokańczam. Kiedy ja coś wykreuję, wymyślę omawiam z mężem i on ocenia, czy warto, czy nie warto to wykonać. Jakie to piękne, kiedy na szklankę wypełnioną do połowy wodą, zaczynamy patrzeć jak na szklankę do połowy pełną a nie do połowy pustą. Jednak, aby nauczyć się wykorzystywać różnice między Tobą a Twoją żoną, najpierw musisz nauczyć się kochać siebie takim jaki jesteś, akceptować i kochać żonę, taką jaka jest. Nie chcieć jej zmieniać na siłę. Nie oczekiwać, że będzie tańczyć tak jak ją poprowadzisz. Pozwolić jej być sobą. Jeśli myślisz, że z wielbłąda zrobisz żyrafę, to całe życie Ci upłynie a tej zmiany nie dokonasz. Wybacz za porównanie. Ale jeśli pozwolisz swojej żonie być sobą, zaakceptujesz ją taką jaka jest. Poznasz jej dary, umiejętności, talenty, silne i słabe strony.  Wasze relacje wejdą na wyższy poziom. Komunikacja, szacunek, cierpliwość, zaufanie zacznie wzrastać a Wy będziecie coraz mocniej się do siebie zbliżać. Aż dojdziecie do miejsca tak zwanej miłości bezwarunkowej. Trudna to praca. Czasami męcząca, ale jej koniec jest niczym niezmącony taniec, w którym obydwoje są jednym splecionym ciałem. Wpasowani, wtopieni razem nadają jeden ten sam rytm, w którym nie wiadomo, kto kogo prowadzi.

W małżeństwie jest o tyle lepiej, że jest jedna żona. W firmie liczba partnerów jest dużo większa. Tu nie o jedną żonę chodzi, ale o kilkunastu lub kilkudziesięciu pracowników. Kiedy wszystkich prowadzisz w tańcu, nie dziwię się, że po krótkim czasie zabraknie Ci sił. Kiedy za wszystkich gasisz pożary, nie zdziwię się, jak zabraknie Ci wody i dojdzie do ogromnego pożaru. Czas więc aby pomyśleć o przekazaniu sterów swoim pracownikom. Niestety nie jeden pracodawca boi się przekazać odpowiedzialność i obowiązki z powodu braku: zaufania, obawy o gaszenie pożarów, relacji, słabej komunikacji, braku zaangażowania, ciągłego narzekania i co najważniejsze braku miłości do drugiego człowieka. Jeśli znajdujesz się w miejscu, w którym czujesz się wypalony i widzisz wypalonych pracowników. Nie wiesz co dalej robić. Zachęcam Cię do przeanalizowania siebie pod kilkoma aspektami.

  1. Odpowiedz przed sobą – po, co założyłeś firmę?
  2. Do czego ta firma Ci służy?
  3. Jakie są Twoje mocne i jakie są Twoje słabe strony?
  4. Jakie wartości wyznajesz?
  5. Czy masz określone zasady w firmie?
  6. Czy idziesz z wizją i misją?
  7. Czy Twoja firma ma jasno określony cel?
  8. Potrafisz planować? Jesteś osobą, która planuje?
  9. Masz wspólnika?
  10. Jakimi ludźmi się otoczyłeś?
  11. Jakimi kryteriami oceniałeś kiedy ich zatrudniałeś?
  12. Jakich pracowników zatrudniłeś? Podobnych do siebie, czy z przeciwieństwami?
  13. Znasz słabe i mocne strony pracowników?
  14. Czego oczekujesz od pracowników?

Wejdziemy teraz w głębie Twojego biznesu. Pamiętaj, że odpowiadasz sam przed sobą. Bądź wobec siebie szczery. Tylko w ten sposób, będziesz potrafił zrobić pierwszy krok do przemiany sposobu myślenia i w dalszej konsekwencji działania.

  1. Czy pracownicy mogą śmiało do Ciebie przyjść i podsunąć Ci swoje pomysły?
  2. Czy zaakceptujesz ich pomysły i wdrożysz w życie, czy odrzucisz jako złe?
  3. Prowadzisz politykę otwartych drzwi? Pracownicy się Ciebie boją, czy śmiało mogą przyjść wiedząc, że zostaną wysłuchani.
  4. Sprawdziłeś ich słabe i mocne strony?
  5. Co dajesz swoim pracownikom?

Widzisz odpowiedzi na powyższe pytania, dadzą Ci jasną odpowiedź, czy w Twojej firmie jest wdrożona kultura organizacyjna. Czy wiesz po co robisz, to co robisz. Czy masz jakąś konkretną misję do wykonania. Czy uczyniłeś sobie z firmy źródło dochodów i zatrudniłeś robotników, ponieważ nie chciało Ci się pracować. Obawiałeś się pracy na etacie. Nie chciałeś pracować dla kogoś, bo Twoja duma Ci na to nie pozwoliła i koniec końców, pracujesz zamiast 8 godzin dziennie, to 12 godzin. Nie masz czasu na rodzinę, małżeństwo Ci się rozpada. Oddalacie się od siebie. Zapominacie o swoich potrzebach, o tym, co was łączyło. Zaczynacie walczyć ze sobą jak dwa wilki. Popadacie w pułapki emocjonalne. Przenosisz emocje do pracy, dostrzegasz we wszystkich zło, niechęć i tracisz siły do tańca.

To jest ten moment, abyś na chwilę powiedział. Stop. Zawalczę o rodzinę, zawalczę o żonę. Odzyskam utracone relacje. Zbuduję na nowo z nowymi wartościami małżeństwo, rodzinę i firmę. A zacznę od siebie.

Mój Drogi Przyjacielu, jeśli po odpowiedzi na powyższe pytania nadal będziesz miał problem z odbudowaniem związku, z naprawieniem relacji w firmie. Czy problem z poradzeniem sobie przemiany siebie samego. Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie zadzwonić i ustalimy, czy będę mogła Ci pomóc. Jeśli wiesz, że pomocy potrzebuje Twoja żona. Również możesz do mnie zadzwonić i umówić mnie ze swoją żoną. Chętnie przeprowadzę ją przez trudności, które teraz przechodzi.

Być może Twoja żona samotnie siedzi w domu i nie wie, co ze sobą zrobić. Nie odkryła w sobie mocnych stron, talentów, a bardzo by chciała. Zachęcam Cię do zainwestowania 25 zł i kupienia jej książki mojego autorstwa, którą znajdziesz na tej stronie.

http://www.sylwiaprzespolewska.pl/2019/02/06/ktora-droge-wybrac/

Jeśli wiesz, że Twój przyjaciel, ktokolwiek z Twojej rodziny potrzebuje pomocy, nie zatrzymuj tej wiedzy dla siebie. Sam otrzymałeś darmową wiedzę, teraz przekaż ją dalej.

A jeśli szukasz firmy świadczącej usługi w zakresie optymalizacji druku i usług IT. To znajdziesz na stronie: mican.eu oraz https://www.facebook.com/kserokopiarki/

Jeśli nie do końca zrozumiałeś co mam na myśli pisząc „Różnica między różnorodnością czyli otwartością a włączeniem jest taka, że różnorodność jest zaproszona na przyjęcie ale nie włączona do wspólnego tańca”, pragnę teraz to wyjaśnić. Otóż zatrudniasz pracowników, mówisz jestem otwarty, każdy ma u mnie możliwość wykazania się. Kiedy pracownik przychodzi i mówi – „chcę wykazać się i proponuje Ci swoje pomysły”, czyli proponuje swój taniec a Ty odrzucasz jego propozycje twierdząc, że nie ma szans na ich zrealizowanie to oznacza, że właśnie odrzuciłeś różnorodność – czyli odrzuciłeś zaproszenie do tańca, włączenie się w inny taniec. Okazję do nauczenia się czegoś innego. Możliwości wyjścia poza strefę komfortu. Poznania nowego tańca i odtańczenia triumfującego walca.

Podobnie jest w małżeństwie. Jeżeli wybrałeś kobietę różną od siebie, mającą inne talenty, upodobania a z chwilą, kiedy ona proponuje, by zacząć realizować jej pomysły, odrzucasz je argumentując, że to, co teraz robisz jest najlepsze z możliwych alternatyw. To informujesz ją „jesteś inna, zaprosiłem Cię do swego auta, ale kluczyków Ci nie wręczę, bo nie umiesz jeździć (nawet jeśli żona od kilkunastu lat ma prawo jazdy).

Jeśli chcesz mieć zaangażowanych pracowników i budować zespół oraz mieć zgodne małżeństwo zachęcam Cię do tego abyś kierował się w życiu mottem „Lubię różnorodność, jestem otwarty i włączam wszystkich do wspólnego tańca”.

Ściskam Cię

Sylwia